CHWILA ŚWIATŁA
Jakiś rower. Żagiel. Kutry i statki przecinające horyzont.
Ciemne sylwetki postaci zanurzone w srebrzystej toni.
Spadające krople ostre jak cięcia. Fala twarda jak skała.
Białe bryzgi – iskry światła.
Woda, żywioł konkretny i wymykający się uchwyceniu.
Jej chyba jest najwięcej w świecie ziemskich żywiołów.
Płynie z gór i źródeł przez strumienie i rzeki, jeziora i kanały.
Wzbiera w fontannach i wodozbiorach.
Płynie swoimi korytami przez całą historię ludzkości.
W kulturze judeo – grecko – chrześcijańskiej przez którą
jesteśmy formowani, płynie przez Psalmy i karty Biblii.
Przez strony Ewangelii, drogi Proroków i wędrówki Apostołów.
Przez ręce Jana Chrzciciela obmywa głowę Chrystusa.
Za Jego Słowem przemienia się w wino na Godach w Galilei.
Wypływa z Jego boku przebitego na Krzyżu.
Woda symbol wiecznego źródła życia.
Pokazać przestrzeń morza w monochromatycznym blasku
wydobywającym się z otchłani, gdzie linia jest znakiem cienia
i drogą światła, gdzie fale kreślą draperie nieuchwytnego całunu.
Tego podjęła się Jolanta Czernecka w swojej fotograficznej
opowieści o wodach mórz, potoków, źródeł i strumieni.
Mamy przed oczyma jej spojrzenie na ogrom natury wcześniejszy
niż ziemskie życie i starszy niż ludzkie istnienie.
W jej konfiguracjach zdarzeń widzialnych człowiek i żywioł wody
są złączeni przez ciągłość i trwanie. Zanurzeni w tajemnicy losu,
wędrówki, przemiany i przemijania. Ukazuje nam, że to co widzimy
płynie ze źródeł samej tajemnicy widzenia odsłaniającej czas.
W nieskończonym nurcie falowania światła, gdy widzenie staje się
tworzeniem, a fotografia jego świetlistym śladem.
Teatralna widowiskowość tych fotograficznych przedstawień łamie
granice niezobowiązującego zapisu.
To świadectwo żywiołu w akcie tworzenia.
Jolanty Czerneckiej fotografowanie cyklu wody,
jak i wcześniejszych cykli pejzaży pełnych gór, drzew i światła
pomiędzy nimi; przestrzeni miejskich zobaczonych w odbiciach
i refleksach, jest budowaniem przekazu zawierającego odczucie mocnego
zachwytu nad niezwykłością istnienia świata w tajemnicy światła.
Jest w nim też zdumienie nad niepojętym bezmiarem, przez który światło
rysuje kształt niewypowiedzianego.
Marek Łątkowski
październik 2011