
„Na początku było słowo”


Artysta owiany jest mitem tajemniczości .który tworzy gdy spłynie na niego wena twórcza.
Tymczasem wena nie przychodzi gdy się nie pracuje. Artysta pracuje w konkretnej materii rzeźbi, maluje, fotografuje, pisze filmuje, śpiewa. I jak to powiedział mój profesor Damasiewicz należy dmuchać w tę iskrę nieustannie. Na pewno należy mieć pewien rodzaj wrażliwości w postrzeganiu materii świata by móc zmaterializować tę iskrę.
Dla mnie w sztuce ważny jest element zachwytu i poznania : siebie, otaczającego świata,
i żyjących w nim ludzi. To ciągłe pytania i próby odpowiedzi.
A może same pytania. ???
W okresie młodzieńczym jest to często bunt i negowanie świata. Wszystko wtedy widziałam dość mrocznie. Z czasem jest we mnie coraz więcej zachwytu.
To wszystko domaga się wyrażenia w sztuce. W 1996 roku miałyśmy z moją przyjaciółką Marią Gdowik wystawę w Hamburgu pt. w Poszukiwaniu Utraconego Koloru” pokazywałam tam cykl collage z popiołu i luster. Widz oglądający obraz miał go współtworzyć poprzez własne odbicie jakby uczestniczyć w temacie poruszanym w obrazie. Bardzo lubię ten cykl ale uzmysłowiłam sobie wtedy, iż to, że świat ma swoja ciemną stronę właściwie każdy jego mieszkaniec wie. Codziennie informują nas o tym media i może nie powinnam już mieć w tym swojego udziału.
Nie tak dawno oglądałam „Dom zły” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego – to dobry, mocny film, ukazujący w sposób nadzwyczaj realistyczny mechanizm zła ale odbiera nadzieję nie pokazuje wyjścia. To tak jak w złym kazaniu kiedy mówi się o grzechu a nie o tym jak z niego wyjść.
Jeżeli mam jakieś plany co do swojej twórczości to chciałabym aby ludzie w tym co robię znaleźli iskrę radości i afirmacji świata .Nawet jeśli nie wszystko będzie w obrazie kolorowe i ładniutkie. Obraz nie musi być kolorowy aby był optymistyczny. Rok temu zrobiłam cykl prac czarno białych zdjęć pt „Źródło” i wiele osób znalazło tam ożywczy powiew.
Największy sukces ? – kiedyś na otwarciu mojej wystawy prof. Bronisław Chromy powiedział że:„widzę i potrafię to w swoich pracach pokazać” to wielki komplement ze strony artysty, który tak wiele osiągnął i nie skory jest do pochwał .
Jeszcze większym sukcesem jest dla mnie gdy całkiem nieznana mi osoba, że tak powiem nie z branży odkryje coś w moim obrazie dla siebie.
Nad czym pracuję ?
Od jakiegoś czasu pracuję nad kilkoma cyklami , ciągle zbieram do nich prace ale nie chciałabym zdradzać tytułów. Nie lubię mówić o czymś co jest w trakcie .
Mogę tylko powiedzieć, że są to cykle fotograficzne. Fascynuje mnie odkrywanie tego narzędzia i uzyskiwanie nim efektów malarskich i graficznych bez użycia phothoshopa . Ludzie często patrzą na moje zdjęcie myśląc że to jest obraz namalowany pędzlem. Zacieranie tych granic jest pociągające. Zawsze wychodzę od natury aby jak zwykle odkryć złożoność jej form wychodzących z abstrakcji i to staram się uchwycić.
Dodatkowym plusem fotografii jest to, że pracownia jest mobilna i mogę ją mieć przy sobie.
W bieżącym w październiku mam mieć wystawę , w Warszawie i Myślenicach w Domu Greckim z czego się bardzo cieszę.
Pytasz czy artyści żyją ze sztuki ? niektórym się zdarza ale najczęściej ze sztuki projektowania graficznego co i tak jest sukcesem. Usiłowałam żyć z czystej sztuki zaraz po ASP ale niestety nawet gdy sprzeda się 2 obrazy na rok nie wystarczy to na utrzymanie i zapłatę rachunków nie mówiąc już o materiałach do malowania, sztuka jest dość kosztowną dziedziną.
Kto miał na mnie największy wpływ ?
Niewątpliwie mój licealny nauczyciel Witold Damasiewicz świetny malarz i pedagog.
Jego symboliczny i syntetyczny sposób przekazu w obrazie, postrzeganego świata jest mi bardzo bliski.. Poza tym jest cała plejada malarzy którzy mnie zachwycają a każdy czym innym; Rembrandt, Goya, Van Gogh, Fra Angelico, Rublow, Matisse ….
Maciej Hołuj Wywiad Dla Dziennika Polskiego 2011
FOTOGRAFIE-OBRAZY JOLANTY CZERNECKIEJ
Światło wydobywające formę, barwę, przestrzeń.
Przestrzeń – przesycona światłem, które próbuje określić odległe
jej horyzonty. Kiedy indziej ledwie zarysowana punktowym
czasem linearnym źródłem światła.
Barwa – powołana do bytu radośnie rozmalowuje ogród
rzeczywistości.
Forma – wdzięczna za odsłonę, czasem spaja się w refleksję
świetlistą to znów niepodważalnie buduje kompozycję obrazu.
Harmonia między nimi dąży do współzależności, staje się
osobistą wypowiedzią, prowadzi do pierwszych źródeł.
Obraz barwny rozmalowuje rzeczywistość, na chwilę pozbawia
ostrości ku prostszemu wyrazowi.
Czerń i biel swobodnie pulsuje dążąc do większej ekspresji,
głośniejszego brzmienia.
Abstrakcja przenika się z rzeczywistością.
Świat zjawisk z natury dominujących formami abstrakcyjnymi
jakby ciągle spragniony pełniejszej wypowiedzi tego, co rzeczywiste.
Fotograficzne obrazy Jolanty Czerneckiej to próby poszukiwań
kompozycji zharmonizowanej – otwierające przestrzenie różnorodne
z wielobarwną gradacją środków artystycznej wypowiedzi.
Swoiste doświadczenie, jakby znakowanie życiowego szlaku
na drodze ku źródłom.
W. Wasilewski
Wśród chaosu i brudu uprawiasz sad piękny krystalicznie jasny ale i głęboki .tylko 5% materii wszechświata atomy i molekuły -95% to materia ducha !
Aleks Shkurat
CHWILA ŚWIATŁA
Jakiś rower. Żagiel. Kutry i statki przecinające horyzont.
Ciemne sylwetki postaci zanurzone w srebrzystej toni.
Spadające krople ostre jak cięcia. Fala twarda jak skała.
Białe bryzgi – iskry światła.
Woda, żywioł konkretny i wymykający się uchwyceniu.
Jej chyba jest najwięcej w świecie ziemskich żywiołów.
Płynie z gór i źródeł przez strumienie i rzeki, jeziora i kanały.
Wzbiera w fontannach i wodozbiorach.
Płynie swoimi korytami przez całą historię ludzkości.
W kulturze judeo – grecko – chrześcijańskiej przez którą
jesteśmy formowani, płynie przez Psalmy i karty Biblii.
Przez strony Ewangelii, drogi Proroków i wędrówki Apostołów.
Przez ręce Jana Chrzciciela obmywa głowę Chrystusa.
Za Jego Słowem przemienia się w wino na Godach w Galilei.
Wypływa z Jego boku przebitego na Krzyżu.
Woda symbol wiecznego źródła życia.
Pokazać przestrzeń morza w monochromatycznym blasku
wydobywającym się z otchłani, gdzie linia jest znakiem cienia
i drogą światła, gdzie fale kreślą draperie nieuchwytnego całunu.
Tego podjęła się Jolanta Czernecka w swojej fotograficznej
opowieści o wodach mórz, potoków, źródeł i strumieni.
Mamy przed oczyma jej spojrzenie na ogrom natury wcześniejszy
niż ziemskie życie i starszy niż ludzkie istnienie.
W jej konfiguracjach zdarzeń widzialnych człowiek i żywioł wody
są złączeni przez ciągłość i trwanie. Zanurzeni w tajemnicy losu,
wędrówki, przemiany i przemijania. Ukazuje nam, że to co widzimy
płynie ze źródeł samej tajemnicy widzenia odsłaniającej czas.
W nieskończonym nurcie falowania światła, gdy widzenie staje się
tworzeniem, a fotografia jego świetlistym śladem.
Teatralna widowiskowość tych fotograficznych przedstawień łamie
granice niezobowiązującego zapisu.
To świadectwo żywiołu w akcie tworzenia.
Jolanty Czerneckiej fotografowanie cyklu wody,
jak i wcześniejszych cykli pejzaży pełnych gór, drzew i światła
pomiędzy nimi; przestrzeni miejskich zobaczonych w odbiciach
i refleksach, jest budowaniem przekazu zawierającego odczucie mocnego
zachwytu nad niezwykłością istnienia świata w tajemnicy światła.
Jest w nim też zdumienie nad niepojętym bezmiarem, przez który światło
rysuje kształt niewypowiedzianego.
Marek Łątkowski
październik 2011