Wywiad dla Dziennika Polskiego 2011

Artysta owiany jest mitem tajemniczości .który tworzy gdy spłynie na niego wena twórcza.

Tymczasem wena nie przychodzi gdy się nie pracuje. Artysta pracuje w  konkretnej materii rzeźbi, maluje, fotografuje, pisze filmuje, śpiewa. I jak to powiedział mój profesor Damasiewicz należy dmuchać w tę iskrę  nieustannie. Na pewno należy mieć pewien rodzaj wrażliwości w postrzeganiu materii świata by  móc zmaterializować tę iskrę.

Dla mnie w sztuce ważny jest element  zachwytu i poznania : siebie, otaczającego świata,

i żyjących w nim ludzi. To ciągłe pytania i próby odpowiedzi.

 A może same pytania. ???

 W okresie młodzieńczym jest to często bunt i negowanie świata. Wszystko wtedy widziałam dość mrocznie. Z czasem jest  we mnie coraz więcej zachwytu.

To wszystko domaga się wyrażenia w sztuce. W 1996 roku miałyśmy z moją przyjaciółką Marią Gdowik  wystawę w Hamburgu pt. w Poszukiwaniu Utraconego Koloru” pokazywałam tam cykl collage z popiołu i luster. Widz oglądający obraz miał go współtworzyć poprzez własne odbicie jakby uczestniczyć w temacie poruszanym w obrazie. Bardzo lubię ten cykl ale uzmysłowiłam sobie wtedy, iż to, że świat ma swoja ciemną stronę właściwie każdy jego mieszkaniec wie.  Codziennie informują nas o tym media i może nie powinnam już mieć w tym swojego udziału.

Nie tak dawno oglądałam „Dom zły” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego – to dobry, mocny film, ukazujący w sposób nadzwyczaj realistyczny mechanizm zła ale odbiera nadzieję nie pokazuje wyjścia. To tak jak w złym kazaniu kiedy mówi się o grzechu a nie o tym jak z niego wyjść.

Jeżeli mam jakieś plany co do swojej twórczości to chciałabym aby ludzie w tym co robię znaleźli iskrę radości i afirmacji świata .Nawet jeśli nie wszystko będzie w obrazie kolorowe i ładniutkie. Obraz nie musi być kolorowy aby był optymistyczny. Rok temu zrobiłam cykl prac  czarno białych zdjęć  pt „Źródło” i wiele osób znalazło tam ożywczy powiew.

 Największy sukces ?  – kiedyś na otwarciu mojej wystawy prof. Bronisław Chromy powiedział że:„widzę i potrafię to w swoich pracach pokazać”  to wielki komplement ze strony artysty, który tak wiele osiągnął i nie skory jest do pochwał .

Jeszcze większym sukcesem jest dla mnie gdy całkiem nieznana mi osoba, że tak powiem nie z branży odkryje coś w moim obrazie dla siebie.

Nad czym pracuję ?

Od jakiegoś czasu pracuję nad kilkoma cyklami , ciągle zbieram do nich prace ale nie chciałabym zdradzać tytułów. Nie lubię mówić o czymś co jest w trakcie .

Mogę tylko powiedzieć, że są to cykle fotograficzne. Fascynuje mnie odkrywanie tego narzędzia i uzyskiwanie nim efektów malarskich i graficznych  bez użycia phothoshopa . Ludzie często patrzą na moje zdjęcie myśląc że to jest obraz namalowany pędzlem. Zacieranie tych granic jest pociągające.  Zawsze wychodzę od natury aby jak zwykle odkryć złożoność jej form wychodzących z abstrakcji i to staram się uchwycić.

 Dodatkowym plusem  fotografii jest to, że  pracownia jest mobilna i mogę ją mieć przy sobie.

W bieżącym w październiku mam mieć wystawę  , w Warszawie i Myślenicach w Domu Greckim z czego się bardzo cieszę.

Pytasz  czy artyści żyją ze sztuki ? niektórym się zdarza ale najczęściej ze sztuki projektowania graficznego co i tak jest sukcesem. Usiłowałam żyć z czystej sztuki zaraz po ASP ale niestety nawet gdy sprzeda się 2 obrazy na rok nie wystarczy to na utrzymanie  i zapłatę rachunków nie mówiąc już o materiałach do malowania, sztuka  jest dość kosztowną dziedziną.

Kto miał na mnie największy wpływ ?

Niewątpliwie mój licealny nauczyciel Witold Damasiewicz świetny malarz i pedagog.

Jego symboliczny i syntetyczny sposób przekazu w obrazie, postrzeganego świata jest mi bardzo bliski.. Poza tym jest cała plejada malarzy którzy mnie zachwycają a każdy czym innym; Rembrandt, Goya,  Van Gogh, Fra Angelico, Rublow, Matisse ….

Maciej Hołuj Wywiad Dla Dziennika Polskiego 2011